Uwielbiam wieloryby! Tak, wiem, brzmi dziwnie. W każdym razie, zawsze gdy jest taka możliwość, korzystam z rejsów ‚whale watching’ w różnych krajach (klik: Teneryfa). Dzisiaj wpis z mojej wybrały w poszukaniu kaszalotów za kołem podbiegunowym. Najpierw kilka praktycznych wskazówek, a potem mój pamiętnik z rejsu „Wieloryby Norwegia” 🙂

Whale Safari w Norwegii w pigułce:

Wieloryby Norwegia:

  • Miejsce: Andenes – to podobno najlepsze miejsce w całej Norwegii. Uwaga! Jeśli jedziecie autem z Tromso, przemyślcie drogę lądową, bo czasem, by załapać się na te dwa promy, trzeba się ustawić w kolejce kilka godzin wcześniej.
  • Organizator: Wybrałam SeaSafari ze względu na małe, zwrotne łódki, które (według mnie) zwiększają szanse na udane Safari. Jeśli boicie się ‚pontonów’ to w Andenes jest jeszcze druga firma z większymi łodziami.
  • Cena: 1250 koron (około 500zł) za 3 godzinny. Ja płynęłam o 9, są też popołudniowe rejsy.
  • Nocleg: Wybrałam Grønnbuene Rorbu Hotel, jest 100m od miejsca zbiórki.
Wieloryby Norwegia
Grønnbuene Rorbu Hotel

Czy spotkałam wieloryba?

Tej nocy, spałam w hotelu na palach. Dwupiętrowy Grønnbuene Rorbu Hotel na wodzie robi ogromne wrażenie. Całą noc źle się czułam, było mi niedobrze. Bałam się że będę musiała zrezygnować z wymarzonego wielorybniczego safari. Na szczęście nad ranem jest lepiej, więc chwilę po ósmej ruszam pieszo do portu w Andenes.

Przygotowania

Byłam już kilka razy na wycieczce w poszukiwaniu wielorybów. Nigdy jednak wyprawa nie była tak profesjonalnie przygotowana. Nowoczesna łódź motorowa ze specjalistycznym sprzętem do nasłuchiwania gigantycznych ssaków, dla pasażerów specjalne kombinezony. Przed wypływem załoga opowiada o gatunkach jakich możemy się spodziewać, bezpieczeństwie i planie rejsu.

andenes norwegia

Do morza norweskiego latem przepływają samce wieloryba spermacetowego. Chcą, w tych obfitych w ryby wodach, nabrać jeszcze większej masy, by po powrocie na południe przypodobać się partnerkom. Mają do 20 metrów długości, przy wadze do 70 ton. To największe zwierzę świata posiadające zęby. Kaszaloty co 40 minut wypływają zaczerpnąć świeżego powietrza. Po chwili zanurzają się, w spektakularny sposób wystawiając ogon nad wodę. To właśnie ten moment jest najpiękniejszy i najbardziej fotogeniczny z całego wielorybniczego safari. To tyle z teorii…

No to płyniemy!

Osoby, które nie czują się najlepiej mają usiąść z tyłu, tam bujanie jest najmniejsze. Jako, że całą noc było mi niedobrze… siadam w pierwszym rzędzie. Kiedy orientuję się, że to nie zbyt rozsądne, jesteśmy już na pełnym morzu. Pędząca motorówka podskakuje przy każdej fali, muszę amortyzować uderzenia nogami. Po 40 min dopływamy na miejsce. Myślę, że to mniej więcej… na środku niczego. Widoczność jest idealna, woda wygląda jak tafla asfaltu. Mimo to, dookoła nie widzę lądu. Załoga z użyciem podwodnego sprzętu nasłuchuję dźwięków, by zlokalizować kaszalota, którego tak bardzo chcę zobaczyć.

Wieloryby Norwegia

Godziny na morzu mijają, a wieloryba wciąż nie widać. Co prawda, podczas tropienia słyszymy go kilka razy, jednak dalej nie wypływa. Na otwartym morzu, bez odniesienia wielkości, łatwo pomylić go z ptakiem łowiącym ryby. Kilka razy serce zabiło mi szybciej na widok uroczego maskonura, ‘udającego’ kaszalota. Jestem tak podekscytowana poszukiwaniami, że nawet nie skupiam się na tych niesamowitych ptakach, które przecież zawsze chciałam zobaczyć na własne oczy. Prawdopodobnie w okolicy jest też orka, której wieloryb boi się na tyle, że wciąż się nie wynurza.

Jest!

Jest, udało się! Dosłownie 10 min przed powrotem do portu. Piękny, majestatyczny kaszalot w końcu przebija taflę spokojnej wody. Jest ogromny! Podpłynęliśmy na odległość kilkudziesięciu metrów i czekaliśmy na najważniejszy moment. Po kilku minutach wieloryb zanurkował wystawiając ogon w całej okazałości. Adamowi udało się nagrać ten moment na filmie, a mi zrobić, jednak nieco spóźnione, zdjęcie końcówki ogona. Nie wiem jakim cudem, ponieważ patrzyłam na ten spektakl na żywo, a zdjęcie pstryknęłam ‘z kolana’.

andenes

Ktoś mógłby powiedzieć – tyle zachodu, żeby zobaczyć kawałek ogona? Myślę, że trzeba samemu to przeżyć – zobaczyć największe zwierzę świata w naturalnych warunkach, to naprawdę niesamowita chwila. Ja jestem bardzo szczęśliwa, trudno opisać te emocje. Po wszystkim, w głosach przewodników, słyszę ulgę. Chcieli przecież zapewnić klientom tytułową atrakcje. Mi również kamień spadł z serca – byliśmy tam w czwórkę i to ja najbardziej naciskałam na safari, więc nie chciałam rozczarowania pozostałych. Mój plan „wieloryby Norwegia” zaliczony! Po powrocie ściągam kombinezon, piję gorącą czekoladę z kubeczka w wieloryby i ruszam się w dalszą podróż – prosto na Lofoty.

lofoty

Przede mną 5 godzin drogi. Kolejny nocleg zarezerwowałam na samym czubku Lofotów, w okolicy miasta Reine. W połowie drogi krajobraz zaczyna się zmieniać na bardziej górzysty. Niestety pogoda jest ‘fatalna’ – środek dnia, palące słońce, bezchmurne niebo. Może fatalna to nie najlepsze słowo, ale ja i mój aparat jesteśmy o tym przekonani. Nie tak wyobrażaliśmy sobie pierwsze spotkanie z tą północną krainą.

Inne wpisy z Lofotów

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *